powrót

Kuba 2012

Ford_przedrewolucyjny
Ford. Rocznik przedrewolucyjny.

     Dość szybko po przylocie do Varadero przekonaliśmy się, że razem z nami na wakacje zjechała się tutaj cała Kuba. Jak to ujął jeden miejscowy „teraz na wakacje przyjeżdża tu todo el mundo”.

     To el mundo nas rozbawiło choć poza tym po 1,5 godzinie chodzenia z plecakami po miasteczku w poszukiwaniu noclegu nie było nam do śmiechu (warto w tym mieście robić wcześniej rezerwację). Udało nam się za to zwerbować sporą grupę przewodników chcących nam pomóc. Każdy zapytany o wolną posadę od razu chciał nas zaprowadzić do miejsca gdzie może znajdzie się jakiś pokój. Niestety się nie znalazł i wylądowaliśmy w hotelu.

Zimny prysznic

     W lipcu na Kubie panuje taki upał, że zimna woda pod prysznicem jest bardzo przyjemna. Pierwsze krople są może trochę szokiem dla rozgrzanego ciała ale potem ma się ochotę odkręcić mocniej tą zimną strugę. Jak się szybko zorientowaliśmy nie ma jednak znaczenia, którą wodę się odkręci (choć są kurki niebieskie i czerwone) bo i tak leci woda w temperaturze mocno orzeźwiającej. Zimny prysznic w tym upale daje ulgę na jakieś 15 minut.

     Varadero wygląda schludnie, na pewno nie biednie, za to zdecydowanie turystycznie, a życzliwość ludzi jest wszechobecna. Plaże są przepiękne! Najlepiej pojawić się na nich rano – po pierwsze dlatego, że nie ma wtedy zbyt dużo ludzi, a po drugie dlatego że około południa zaczyna się okropny skwar i trudno na plaży wytrzymać. My po kilku godzinach spędzonych na cieszeniu wzroku rajskimi widokami zdecydowaliśmy się pojechać do Hawany. Na dworcu autobusowym jest wielu miejscowych proponujących  transport do stolicy taksówką. Jest to wygodniejsza i szybsza opcja, która dowozi Cię pod drzwi w cenie tylko trochę wyższej niż autobus. Dodatkowym atutem jest to, że taksówką może się okazać piękny, odrestaurowany Chevrolet z roku 1956 – tak było w naszym przypadku. Z ciekawości spytaliśmy ile kosztuje takie auto – około 25-30 tys. pesos czyli prawie 100 tys. złotych! Ponadto jeśli trafi się na rozmownego kierowcę (i zna się choć trochę hiszpański) można się dowiedzieć sporo o życiu na Kubie i o tym jak się ono zmieniło przez ostatnie lata. A zmieniło się znacznie. Od kilku lat Kubańczycy mogą kupić lub sprzedać dom czy samochód. Mogą legalnie wozić turystów swoimi samochodami nawet jeśli nie są one oficjalnymi taksówkami. Mogą też posługiwać się obiema walutami czyli peso narodowym i peso wymienialnym (CUC). Ta druga waluta jest tą, którą kupują turyści wymieniając dolary lub euro przywiezione z kraju.

Socjalizm albo śmierć

     „Socjalizm albo śmierć’ (socialismo o muerte) – te opcje do wyboru dał Kubańczykom Fidel. Kubańczycy wybrali jednak trzecią opcję – śmierć socjalizmu. Hawana to kapitalizm pełną gębą. Pełna różnorodnych biznesów, pieniędzy, interesów, złota (to akurat tradycja z czasów Kolumba), zegarków, telefonów komórkowych itd. U panów królują fryzury a’la Christiano Ronaldo i wystająca spod spodenek bielizna Calvin Klein. U pań najbardziej rzucają się w oczy wymyślny manicure i duże ilości biżuterii. Ciekawe jest to, że jakby obok siebie postawić Amerykanina, Europejczyka czy Kubańczyka to na podstawie wyglądu trudno byłoby na pierwszy rzut oka stwierdzić kto jest skąd.

     Kubańczycy zarabiają, jak sami mówią, mierda (hiszp. gówno) czyli po naszemu grosze. A mówią o tym otwarcie i bez strachu w oczach. Na pytanie czy coś się zmieniło od kiedy rządzi Raul odpowiadają ”ten sam pies tylko z innymi zębami”. Hawańczycy nie wyglądają na zastraszonych. Wydaje się, że coraz mniej boją się systemu. System zajmuje się sobą, a ludzie sobą. Obserwując z zewnątrz ma się wrażenie, że czekają tylko na to, żeby parodia się skończyła. Najcenniejszą marką na Kubie jest „Rewolucja”. Najcenniejszym towarem na Kubie jest „Rewolucja”. Ikoną Kuby jest nadal „Rewolucja”. I właśnie na „Rewolucji” Kubańczycy zrobią najlepszy interes jak tylko nie będą już musieli robić tej rewolucji.