powrót
11.04.2013

Lodowiec Franz Josef

Okolice_franz_josef_glacier_
Okolice Franz Josef Glacier.

     Nowa Zelandia to pod względem natury taki świat z pigułce. Można tu znaleźć wszystko od pięknych, doskonałych do surfingu plaż, przez jaskinie, jeziora, lasy deszczowe i wodospady, aż po góry. Skoro tak, to nie mogło też zabraknąć lodowców.

     Oczywiście postanowiliśmy je zobaczyć, pamiętając jakie wrażenie zrobiły na nas w Argentynie Perito Moreno i Viedma. Już sama droga do nowozelandzkiej krainy lodowców bardzo nam się podobała. Zachodnie wybrzeże Wyspy Południowej w ogóle przypadło nam do gustu. Każdego dnia jedziemy coraz ciekawszą i ładniejszą trasą. W dodatku ruchu jak nie było tak nie ma więc często mamy całą szosę dla siebie. Możemy jechać powoli i rozkoszować się widokami. W przypadku trasy z Greymouth do Franz Josef Glacier (bo tak nazywa się miejscowość), było na co popatrzeć. Najpierw jedzie się dość długo wzdłuż brzegu oceanu mając za towarzystwo głównie pasące się owce i krowy. Później droga odbija w głąb lądu. Zostawiliśmy więc za sobą wybrzeże i przyglądaliśmy się coraz bardziej górskiemu krajobrazowi. Ten odcinek był chyba jeszcze ładniejszy niż jazda nad oceanem. Drogę biegnącą wśród gór porośniętych lasem przecinały co chwila rzeki lub strumyki, które pokonywaliśmy wąskimi mostami. Przy okazji widać było, że tegoroczne lato było wyjątkowo suche bo rzeki niosły bardzo mało wody. Po długości mostów widać jednak, że rzeki potrafią być rwące i szerokie kiedy przybędzie wody po roztopach i opadach.

     Franz Josef Glacier to malutka, urokliwa mieścina o górskim klimacie. Wszystko, czyli stacja benzynowa, supermarket, kawiarnia, kilka agencji turystycznych i hotelików, znajduje się tutaj na dwóch ulicach. Ledwie minęliśmy znak z nazwą miejscowości, a już byliśmy na jej końcu. Urok tego miejsca polega na położeniu wśród lasów i gór oraz na bliskości lodowca nazwanego Franz Josef.

     Na oglądanie Franza wybraliśmy się nazajutrz korzystając z dobrej, słonecznej pogody. Jest to lekka i łatwa wycieczka. Motocyklami można dojechać aż do doliny, którą następnie idzie się dwa kilometry do punktu widokowego. Spacer jest przyjemny, po drodze mija się kilka małych ale wysokich wodospadów. Sam lodowiec nie robi oszałamiającego wrażenia. Myślę, że to dlatego, że widzieliśmy lodowce w Argentynie, z którymi raczej żadne inne nie mogą się równać. Trochę też dlatego, że Franz Josef w dolnych partiach niesie sporo ziemi i skał przez co wygląda jakby był brudny. Zamiast ślicznego biało-niebieskiego lodu ma się przed sobą szaro-burą masę. Dopiero wyżej widać, że to lodowiec. Jego górna część, wciśnięta między dwie porośnięte lasem góry, oświetlona słońcem wygląda bardzo ładnie. Jednak lodowce mają coś w sobie.

     Dodatkowo Franz Josef i pobliski Fox są dwoma z trzech lodowców na świecie położonych w otoczeniu lasów deszczowych. Trzecim jest… Perito Moreno.

     Jedną z atrakcji jakie oferują agencje w Franz Josef jest lot helikopterem na lodowiec połączony z trekkingiem. Długo wahaliśmy się czy coś takiego zrobić. Chodziliśmy już po lodowcu i było to ciekawe doświadczenie ale helikopterem jeszcze nie lecieliśmy. Jednak ostatecznie odstraszyła nas astronomiczna cena. Pozostało więc nam oglądać nowozelandzkie lodowce z ziemi, a lot helikopterem zostawiliśmy na inna okazję.