powrót
28.12.2012

Półwysep Valdés

Guanaco
Guanaco.

     W ogóle nie planowaliśmy tu zawitać, ale jakiś czas przed wyjazdem obejrzeliśmy w telewizji program o wielorybach, których setki przypływają na Półwysep Valdés na kilka miesięcy aby począć tu potomstwo.

     Niestety teraz, pod koniec grudnia, wielorybów już nie ma – odpłynęły na południe w zimne wody Antarktydy, ale i tak nie można się tu nudzić. Krajobraz jest może nieco stepowy, co jest efektem słabej, gliniastej gleby, ale za to przestrzeń ogromna, a ludzi mało. Może właśnie dlatego tak podoba się tutaj pingwinom, fokom, lwom morskim, delfinom, orkom i całej menażerii zwierząt lądowych. Półwysep i wody wokoło są ich pełne. Pierwszym punktem naszego zwiedzania było Punta Tombo, gdzie znajduje się wielka kolonia Pingwinów Magellana. Nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, że trzeba uważać żeby któregoś małego gagatka nie nadepnąć. Pingwiny leżą sobie przy swoich wygrzebanych w ziemi gniazdach, pilnując niedawno narodzonych małych. Według informacji jest tu ok. 200 tysięcy par pingwinów, które zjawiają się w Punta Tombo na kilka miesięcy aby urodzić i wychować potomstwo. Dlatego wokół dużych, dorosłych osobników kręcą się czasem szare, jakby pluszowe i jeszcze nieco nieporadne maluszki. Za kilka tygodni czeka je nauka pływania, ale póki co kręcą się w pobliżu gniazda często głośno domagając się jedzenia lub chociaż uwagi.

     Pingwin oglądany z bliska, a można je tu oglądać z każdej odległości, jest dosyć komiczny. Gdy stoi wygląda jak by miał się przewrócić, a gdy idzie kiwa się na boki jak rubaszny, grubszy jegomość. Gdy podchodzi się blisko pingwin przekręca głowę. Przygląda się. Jego wzrok przystosowany jest do wypatrywania ryb pod wodą więc słabo widzi na wprost. Przekręcanie głowy jest też ostrzeżeniem. Przygląda się żeby w razie co mógł natręta ugryźć. Pingwin nie wygląda groźnie ale staramy się ich nie stresować i nie podchodzimy za blisko. Czasem pingwin podchodzi do nas. Niektóre są ciekawskie.

     Jeszcze bardziej ciekawskie są Delfiny Czarnogłowe – odmiana zamieszkująca tę część Atlantyku. Są bardzo podobne do orek tylko zdecydowanie mniejsze. Żeby zobaczyć te delfiny wystarczy popływać motorówką po morzu. Zainteresowane dużym pływającym “czymś”, delfiny same się pokażą. Chętnie i często skaczą wokół łodzi lub przed nią, bawiąc się z nami w chowanego. Zjawiają się nagle, pokazują grzbiet, a potem ogon i znikają. Trudno jest im zrobić zdjęcie, lepiej już po prostu się im przyglądać. Są szalenie zgrabne i poruszają się w wodzie z wielką gracją.

     Trudno zaś mówić o gracji w przypadku fok i lwów morskich. Te najczęściej wygrzewają swoje cielska na piasku i wcale nie mają ochoty skakać na falach. Układają się chętnie obok siebie i wyglądają wówczas jak ściśnięte sardynki. Leżą tak sobie przeważnie na ulubionych plażach Półwyspu (Punta Norte), choć niektóre leniuchują w porcie. Nawet przepływająca motorówka nie robi na nich wrażenia. No chyba, że jest to kuter rybacki. Wtedy część z nich łaskawie zsuwa się do wody i podpływa do łodzi licząc na łatwy posiłek. Wyglądają dosyć zabawnie gdy wyciągają głowy w stronę burty jakby chciały zajrzeć co dziś udało się złowić. Znudzone brakiem reakcji rybaków po jakimś czasie dają nura i znów gramolą się na brzeg. Wokół nich przechadzają się mewy, albatrosy i inne rybolubne ptaki.

     Na lądzie też się sporo dzieje. Półwysep pełny jest guanaco, zwierzęcia podobnego do lamy, zwinnego jak nasza sarna i bardzo płochliwego. Gdy tylko wyczują naszą obecność zaraz czmychają. Jeśli któryś z członków stadka (przeważnie jest ich kilka sztuk) się ociąga może zostać pogoniony przez inne. Guanaco kładzie wtedy uszy po sobie, pochyla głowę i podgryza leniwego kompana. Wzdłuż  drogi dojazdowej na Półwysep są siatki żeby zwierzęta nie wchodziły na szosę. Guanaco oczywiście przeskakują te siatki zgrabnie i bez wysiłku, ale pozostałe zwierzaki na jezdnię wchodzą rzadziej. Mimo to trzeba uważać. Na samym Półwyspie siatek już nie ma więc jadąc można spotkać różne zwierzęta przy samej drodze. Oprócz guanaco widzieliśmy patagońskiego, szarego lisa, zające oraz pancerniki i dużo różnych ptaków. Cały Półwysep jest obszarem chronionym więc zwierzęta nie muszą się tu obawiać człowieka.

     Dzień na Półwyspie upływa szybko. Gdyby jednak komuś brakowało jeszcze atrakcji polecamy jazdę na quadach po okolicznych terenach przypominających trochę wydmy, a trochę klify. Zabawa świetna na widoki jeszcze lepsze.