powrót
17.06.2013

Góry Macdonnella

Wsch_d_s_o_ca_dla_odmiany_
Wschód słońca w Ormiston Gorge.

     Niewielkie miasto pośrodku niczego, czyli Alice Springs jest jednym z najpopularniejszych miejsc w Australii. Nie jest to jednak zasługa samego miasteczka lecz tego co znajduje się nieopodal.

     W przypadku Australii to „nieopodal” oznacza co prawda setki kilometrów ale to i tak blisko jak na tutejsze warunki. Szczególnie, że do zobaczenia są prawdziwe perełki kontynentu. Uluru, Kata Tjuta, King’s Canyon to tylko najbardziej znane miejsca, które odwiedzają tłumy turystów przez prawie cały rok. Najłatwiejszy do nich dostęp jest właśnie z Alice, gdzie znajduje się lotnisko i kilka agencji turystycznych oferujących wszelkie możliwe wycieczki po okolicy. Jest to często jedyna opcja dla tych, którzy przyjeżdżają do Australii na krótko i chcą zobaczyć najbardziej znane miejsca. Ma ona jednak jeden minus - jest to bardzo drogie zwiedzanie.

     Bardzo tu więc doceniliśmy posiadanie własnego transportu. Do wszystkich atrakcji można bowiem dojechać asfaltową drogą. Nie potrzeba więc terenowego samochodu, wystarczy stare kombi. Wszędzie są co prawda setki kilometrów ale jedzie się przyjemnie. Nie ma żadnym skrzyżowań, ani wiosek po drodze tylko prosta, pusta szosa. W każdym parku narodowym są też kempingi i motele więc nie ma problemu z noclegiem. My zdecydowaliśmy się na nocowanie w namiocie co było tanie i jakoś pasowało do miejsca. W końcu byliśmy w środku pustki, gdzie nie spojrzeć dzika przyroda.

     Wracając na chwilę do Alice Springs. Nie jest to miejsce ładne ani specjalnie ciekawe. Jedyne co przykuło naszą uwagę to galerie ze sztuką aborygeńską. Choć mi osobiście estetyka aborygeńskich obrazów i rzeźb niespecjalnie przypadła do gustu to Marta była nimi zachwycona. Więc pewnie więcej o tym opowie. Ja byłem zadowolony, że ruszyliśmy dalej, tym razem do Parku Narodowego Gór Macdonnella. Rozciąga się on na zachód i na wschód od miasta. Zdecydowanie więcej ciekawych zakątków jest po zachodniej stronie i tam też kieruje się większość zwiedzających.

     Najładniejszym miejscem w całym łańcuchu Gór Macdonnella jest Ormiston Pound. Najlepiej wybrać się tam na kilkugodzinny, niezbyt trudny trekking, żeby zobaczyć okolicę z każdej strony. Najfajniejszym odcinkiem szlaku jest spacer po skalistym dnie wąwozu, którym w porze deszczowej płynie strumień. Zresztą wyschniętych rzek jest tu sporo. Szczególnie abstrakcyjnie wyglądają znaki informujące o zagrożeniu powodziowym stojące w miejscach, które wyglądają jakby od lat nie spadła tu kropla wody. Nas najbardziej rozbawił zakaz kąpieli w takim suchutkim wąwozie. Oprócz znaków i suchych koryt rzecznych, w Ormiston Pound można spotkać wallabies czyli małe kangury mieszkające w rumowiskach skalnych. Jest to więc miejsce całkiem ciekawe. A to jeszcze nie wszystko co można zobaczyć w West Macdonell Range. Po drodze z Alice warto zatrzymać się między innymi w Simpson Gap oraz Orche Pits. Zaś na wschód i zachód słońca najlepszym miejscem jest Ormiston Gorge. Widoki były tam po prostu przepiękne.

     Tak więc jest sporo do zobaczenia wokół Alice, szczególnie jeśli ktoś lubi naturę, niewysokie góry, wąwozy i dingo. To właśnie tutaj udało mi się wreszcie zobaczyć tego dzikiego, australijskiego psa na wolności. Zakradł się pod nasz namiot szukając jedzenia. Jednak porozwieszane wszędzie ostrzeżenia nie były na wyrost. Na Górach Macdonnella kończy się nasz kolejny etap zwiedzania Australii. Środkowy Outback zrobił na nas niesamowite wrażenie. I choć jest tu jeszcze pewnie kilka miejsc, których nie zobaczyliśmy to jesteśmy usatysfakcjonowani. Jest to jeden z najciekawszych regionów jakie odwiedziliśmy w tej podróży.